Friday, 9 January 2015

Hello! I'm back! :)

Przepraszam za krótką przerwę - prówałam być nieszczęśliwa przez kilka dni po komentarzu hater'a, który - nie ukrywam - wzięłam sobie do serca bo gdy zapytał kim ja jestem, że śmiem innym dawać rady na temat zdrowego stylu życia ważąc sama 145kg i pisać na tematy, o których nie mam pojęcia (zdrowy styl życia rozumiem?) to pomyślałam sobie przez chwilę "hmm, może rzeczywiście to nie moje miejsce..." ale po kilku dniach jakie dałam sobie na zastanowienie i mailach, jakie od Was otrzymałam, poszłam po rozum do głowy i stwierdzam, że jeżeli mam potrzebę pisania, to będę pisać. 

Osoba ta zarzuciła mi, że piszę o głupotach ale internet aż przelewa się od rzeczy jeszcze głupszych i jeżeli dla niej są to głupoty, to czytanie mojego bloga nie jest obowiązkowe - ja mam ochotę pisać o tych głupotach i sądząc po Waszych mailach i smsach otacza mnie mnóstwo osób, które te głopoty chcą jednak czytać! :D 

Dziękuję Wam za wszystkie ciepłe słowa i za Wasz czas - za to, że Wam się chciało bo na blogu wyłączyłam możliwość komentowania pod moim "pożegnalnym" postem a mimo to chciało Wam się podjąć ten wysiłek i napisać do mnie bezpośrednio - doceniam i widzę, że warto. Dla osób takich, jak te:





























ale najlepszy był mail od mojej koleżanki Kasi:



Rzeczywiście, Owsiak ma gorzej! :) ...bo robi więcej. 

A kim ja jestem, żeby dawać innym rady? Jestem osobą, która sama eksperymentuje, czyta i uczęszcza na liczne szkolenia i warsztaty z wielu dziedzin i lubi dzielić się zdobytą wiedzą z innymi. Nie jestem guru zdrowego stylu życia, po prostu sama walczę - upadam i znowu się podnoszę i łatwiej jest mi się podonosić gdy robię to z innymi, taką mam naturę. 

Nawet jeśli nigdy mi się nie uda to nadal mam ogrom teoretycznej wiedzy i potrzebę przekazywania jej dalej. To, że nie udało mi się jak dotąd schudnąć mimo tej wiedzy to nie hipokryzja tylko wynik braku konsekwencji, zamiłowania do jedzenia i zabieganego stylu życia więc niekoniecznie zawodzą metody jakie stosuję, myślę, że zawodzi jedynie moja silna wola - nadal jednak są osoby, które dzięki moim radom na Meg's Health Plan osiągnęly swój personalny sukces nawet jeśli ja go nie osiągnęłam i dlatego uważam, że pisać powinnam!

Są też dziedziny w których jestem ekspertem i nikt tego nie podważy bo "mam na to papiery" :) i spore doświadczenie - jestem wykwalifikowanym nauczycielem angielskiego i tłumaczem (mimo, że jakość nauczania w mojej szkole również została w komentarzu hater'a podważona ale myślę, że kto chodzi ten wie i nie muszę się tu szczególnie tłumaczyć jak i za to, że ponoć robię z siebie wielkiego przedsiębiorcę a moja szkoła to zwykła, jednoosobowa działalność - nie jest to jednoosobowa działalność ale też nigdy nie twierdziłam, że prowadzę korporację! W pierwszym wpisie napisałam, że mam własną firmę i jest to prawdą - nawet gdyby istotnie była ona jednoosobowa to nadal byłaby to legalna, zarejestrowana w UK firma :) 

Mam również ukończony kurs wizażu i jest to moje prawdziwe hobby, które zamierzam rozwijać w dalszych kierunkach i zrobić szkolenia na makijaż fotograficzny i makijaż ślubny oraz - będąc przy temacie kwaifikacji - jestem certyfikowanym instruktorem Nordic Walking szkolonym przez samego mistrza Polski - Krzysztofa Człapskiego. Jeżeli jednak zechcę hodować w domu kiełki i mam ochotę powiedzieć innym w jaki (prosty) sposób się to robi i jakie są z tego korzyści to będę mówić mimo tego, że nie mam certyfikatu z ogrodnictwa i moje kiełki wcale nie zdołają odchudzić mojego grubego tyłka! :) Będą jednak tacy, którzy dzięki moim wpisom zaczną robić to samo, będą konsekwentni i osiągną swoje cele.

Wyprzedzając potencjalne przyszłe zarzuty odnośnie mojego stylu pisania (bo wszystko już przewiduję) z góry napiszę, że nie, nie mam idealnego stylu ale LUBIĘ pisać i pomaga mi to uwolnić myśli i nie ważne jest dla mnie czy postawię przecinki we wszystkich właściwych miejscach. Ci, którzy mnie znają, wiedzą jak szybko zawsze mówię :) i śmieją się często, że mój aparat mowy nie nadąża chyba za myślami więc wylewając część z nich tutaj, czuję się spokojniejsza i porządkuję swoje myśli. To jest trochę jak pamiętnik. 

Mój blog jest jak mój dom, ja tu rządzę. Nie zapraszam do domu ludzi, których nie lubię i tutaj też nie chcę ich widzieć - jeżeli nie przychodzicie do mnie do domu, żeby mi nawrzucać w twarz to tutaj też możecie sobie darować anonimowe pomówienia.

Chciałabym zaznaczyć, że komentarze będę akceptować jedynie od zarejestrowanych użytkowników. Jasne, że nie daje mi to gwarancji, że nie spotkają mnie żadne przykrości ale przynajmniej sprawdzę sobie adres IP z jakiego doszły ;)

Na zakończenie chciałabym wkleić coś, co wstawiła ostatnio moja znajoma na facebook'u:

"Kiedy Bóg tworzył kobietę, pracował do późna szóstego dnia.
Przechodził obok Anioł i zapytał:
“- Dlaczego poświęcasz tyle czasu właśnie temu dziełu?”
A Pan odpowiedział:
“- Czy zauważyłeś wszystkie szczegóły, jakie muszę uwzględnić, żeby ją ukształtować? Musi być zmywalna, choć nie zrobiona z plastyku, mieć więcej niż 200 ruchomych części, które mają być wymienialne i musi ona funkcjonować na wszelkiego rodzaju pożywieniu; musi być zdolna objąć kilkoro dzieci na raz, przytulić tak, by uzdrowić co jest do uzdrowienia – od stłuczonego kolana do złamanego serca, a to wszystko musi zrobić tylko dwiema rękami.”
Anioł był pod wrażeniem.
“- Tylko dwiema rękami… niemożliwe! I to jest model standardowy?! To zbyt wiele pracy jak na jeden dzień… Jutro dokończysz.”
“- Nie będę czekać do jutra - powiedział Pan - Jestem już tak bliski ukończenia tego dzieła.
Stanie się najmilsze mojemu sercu. Ona sama siebie leczy, kiedy zachoruje i potrafi pracować 18 godzin dziennie.”
Anioł podszedł bliżej i dotknął kobiety.
“- Ale uczyniłeś ją taką miękką, Panie.”
„- Jest miękka” - powiedział Pan - lecz uczyniłem ją także silną. Nie wyobrażasz sobie nawet, co potrafi znieść i ile pokonać.”
“- Czy ona potrafi myśleć?" - zapytał Anioł.
Pan odpowiedział:
“- Nie tylko potrafi ona myśleć, ale potrafi przekonywać i pertraktować.”
Anioł dotknął policzka kobiety…
“- Panie, zdaje się, że to dzieło przecieka! Zbyt dużo nałożyłeś ciężarów.”
“- Ona nie przecieka… To łza” - poprawił Pan Anioła.
“- Łza? A co to takiego?” - zapytał Anioł.
Pan odpowiedział:
“- Łzy są jej sposobem wyrażania smutku, wątpliwości, miłości, samotności, cierpienia i dumy.”
To zrobiło duże wrażenie na Aniele.
„- Panie, jesteś geniuszem. Pomyślałeś o wszystkim. Kobieta jest naprawdę cudowna!”
„- Rzeczywiście jest! Kobieta posiada siłę, która zadziwia mężczyznę. Potrafi ona radzić sobie z kłopotami i dźwigać ciężkie brzemię. Ma w sobie szczęście, miłość i przekonania. Uśmiecha się, gdy chce jej się krzyczeć. Śpiewa, gdy chce jej się płakać, płacze, gdy jest szczęśliwa i śmieje się, gdy się boi. Walczy o to, w co wierzy.
Sprzeciwia się niesprawiedliwości. Nie akceptuje „nie” jako odpowiedzi, kiedy widzi lepsze rozwiązanie. Daje z siebie wszystko, żeby jej rodzinie dobrze się wiodło. Zabiera swoją przyjaciółkę do lekarza, kiedy się o nią martwi. Jej miłość jest bezwarunkowa. Płacze, kiedy jej dzieci odnoszą sukces. Jest szczęśliwa, kiedy wiedzie się jej przyjaciołom. Cieszy się, kiedy słyszy o narodzinach czy weselu. Boli ją serce, kiedy umiera ktoś z rodziny lub bliski przyjaciel. Ale znajduje siłę, by żyć dalej. Wie, że pocałunek i przytulenie mogą uzdrowić złamane serce. Ma tylko jedną wadę...
Zapomina, ile jest warta…“
autor nieznany

Od dziś nie zamierzam zapominać ile jestem warta! 

Sunday, 4 January 2015

Dieta - Dzień 3 (3 stycznia)

Dziś nie tylko o diecie ale też o technice planowania.

Sobota i niedziela to najtrudniejsze dla mnie dni co chodzi o dietę ponieważ prowadzę własną szkołę językową i najwięcej grup uczęszcza na kursy językowe w weekendy.

W te dni jestem więc w szkole od rana do wieczora (nawet jeśli nie uczę sama to nadzoruję nauczycieli, których zatrudniam lub zajmuję się sprawami biznesowymi) i właśnie w te dni najczęściej upadałam (bardzo nisko!) co chodzi o dietę - mało czasu, dużo stresu, najprościej było wyskoczyć do McDonalda czy KFC - szybko, tanio i po drodze, dzięki McDrive nie trzeba nawet wychodzić z samochodu... Śniadania jadłam więc w samochodzie w drodze do szkoły - zwykle 'breakfast wrap' i herbata z 4 saszetkami cukru. 

Lunch w polskiej restauracji albo w 'China Moon' - lokalnej chińskiej restauracji typu "all you can eat" (czyli "ile tylko zdołasz zjeść") - płacisz jedną sumę i bierzesz tyle dokładek, ile dusza zapragnie aż napchasz się do tego stopnia, że zastanawiasz czy wstawać czy posiedzieć z 5 minut aż się ułoży, żeby nie zwymiotować gdzieś po drodze a pod koniec dnia późny "obiad" albo w Mac'u (jeśli byłam sama) albo w jakiejś lepszej restauracji (jeśli miałam spotkania biznesowe). Wszystko fajnie dopóki gumka w majtkach przestaje się rozciągać... 

Nie byłam z siebie dumna żyjąc w ten sposób i zdecydowanie nie byłam dumna z faktu, że tyłek mi rósł i brakowało mi pasa w samochodzie ale waga utrzymywała się na stałym poziomie - 150kg - więc nie mogły być aż takie złe te BigMac'i...

Aż pewnego dnia, po 3 latach małżeństwa i braku dzieci na horyzoncie, mój mąż zaproponował abyśmy zrobili dokładne badania na bezpłodność, dowiedzieli się w czym dokładnie tkwi problem i być może dałoby się to jakoś wyleczyć. Na jednym z pierwszych spotkań zważono mnie i zmierzono i... wielkie było moje zdziwienie gdy na swojej karcie medycznej zobaczyłam wagę 155kg. Wróciłam do domu, stanęłam na swojej i nadal ważyłam 150!

Okazało się, że moja domowa waga miała maksymalne obciążenie 150kg (!), którego wcześniej nie zauważyłam i mogłam tak żyć kolejne 5 lat i nie zauważyć, że dochodzę do 160, 170, 190, 250 i 300kg! A potem podnosiliby mnie specjalnymi podnośnikami z łóżka i przemywali mi raz dziennie odleżyny jak w tych programach o grubasach... Te osoby przecież nie rodzą się w takich rozmiarach tylko muszą się sami doprowadzać do takiego stanu więc gdzieś po drodze również ważą 120, 130 i 150. Przestraszyłam się. Może to "tylko" 5kg więcej ale przestraszyłam się wizji tego, co mogłoby się stać i wtedy wszystko się zaczęło. 

O tym jak się zaczęło moje poszukiwanie zdrowej drogi napiszę innym razem ale dziś chciałabym skupić się na tym JAK z osoby uzależnionej od McDonalda, która nawet ślubną sesje zdjęciową zrobiła sobie w Mac'u...






...powoli (i w bólach) przeradzam się w osobę, która przed pracą je owsiankę a do pracy bierze sałatkę. Odpowiedź zawrę w tylko jednym słowie: PLANOWANIE!  To naprawdę nie jest trudne ani czasochłonne przygotować obiad gdy ma się kupione składniki i wie się dokładnie co będzie się przygotowywać. Problem tkwi w tym, że nie potrafimy planować a planowania uczy się długo i w wielkich bólach. 

Ja zawsze wstawałam rano, leżałam zbyt długo, ignorowałam budzik, zasypiałam na kolejną godzinę, budził mnie mąż pytając czy nie mam przypadkiem na 9, ja w panice wbiegałam pod prysznic, makijaż robiłam w samochodzie a jedzenia w domu nie miałam nawet w planie bo i tak niczego nie było w lodówce więc... McDonald's zawsze był po drodze.

Teraz kupiłam sobie w Ryman Stationery specjalny zeszyt z listą rzeczy do zrobienia na każdy dzień i PLANUJĘ, że na śniadanie zjem pastę z jajek i groszku do której muszę dokupić jajka bo groszek mam, na lunch zjem zupę warzywną do której muszę dokupić to i tamto i mając wszystko zaplanowane i czekające na mnie w lodówce mogę przygotować większość posiłków w pół godziny lub noc wcześniej jeżeli wiem, że będzie ciężko z czasem kolejnego dnia.

Bez planowania nie ma odchudzania! :)
Tak naprawdę bez planowania nie ma sukcesu w żadnej dziedzinie życia. To moje największe odkrycie ostatnio.

A więc dziś moja dieta wyglądała następująco:

Po przebudzeniu:
Ciepła woda z miodem i cytryną
Plasterek arbuza
Shake proteinowy
Pół godziny Nordic Walking

Śniadanie:
Owsianka na mleku kokosowym z owocami i prażonymi nasionami dyni i słonecznika

Lunch (przygotowany wcześniej i wzięty do pracy w pojemniku):
Łosoś pieczony w piekarniku w naczyniu żaroodpornym z masłem, pietruszką i sokiem z cytryny, kapusta pekińska (tylko kilka listków), liście pietruszki, bazylii, mięty i kolendry, szczypiorek, papryka, marchewka i pomidorki koktailowe, polane polskim, organicznym olejem lnianym LenaOil (do kupienia na stronie: http://achlifestyle.co.uk) i posypane solą himalajską. 
Obiad:
Ponieważ jechałam na nieplanowaną wizytę do znajomych potrzebujących pilnego tłumaczenia, których mogłam wcisnąć jedynie w mojej godzinnej przerwie obiadowej, zamiast szybkiego McDonald'a pojechałam do Morrison'a i stworzyłam sobie własną sałatkę z ich baru sałatkowego:


oraz kupiłam dwa, jeszcze gorące, pieczone udka - kosztowało mnie to £2,50 za sałatkę i funta za kurczaka - na pewno ktoś się przyczepi, że niekoniecznie jest to rozwiązanie idealne ale - jak dla mnie - najlepsze w danych okolicznościach. 

Kolacja
Kolację jadłam już w domu i zrobiłam sobie tylko mozarellę z pomidorami, porem, kiełkami, oliwą z oliwek i przyprawami.


Tak więc podsumowując i analizując swój własny przypadek, uważam że nie ma czegoś takiego jak brak czasu bo KAŻDY z nas dostaje 24 godziny w ciągu doby i jedni góry przenoszą w tym czasie a inni wstają o 15 i marnują swoje życie więc problem tkwi jedynie w braku organizacji i nieumiejętności planowania.

Polecam Wam zakup takiego lub podobnego zeszytu - widziałam podobne w Tesco's za £2 i duży wybór jest również na Amazonie i eBay'u (wpiszcie 'To do list book' lub 'Things to do today'). Dla bardziej technologicznie zaawansowanych osób istnieje również mnóstwo darmowych aplikacji do planowania zadań na telefon i tablet. 

Pamiętajcie: bez planowania nie ma odchudzania! :)

Saturday, 3 January 2015

Korzyści z kiełkowania!

W moim pierwszym wpisie dotyczącym diety, wstawiłam informację o słoiku do kiełkowania (sprouting jar), który kupiłam na eBay'u za £5.00 i otrzymałam od Was  kilka próśb o więcej informacji na temat tego, jak zrobić swoje własne kiełki, jak korzystać z takiego słoika i jak on dokładnie wygląda.

Postanowiłam zrobić o tym oddzielny wpis ponieważ
bardzo bym chciała, aby każda z Was zaczęła swoją przygodę z kiełkowaniem z uwagi na fakt, że jest to niesamowicie proste a kiełki są jednym z najbardziej odżywczych pokarmów alkalizujących dostępnych w przyrodzie. 




Kiełki to w zasadzie (upraszczając sprawę) dzieci roślin - nasion, fasol i zbóż - i jak to z dziećmi bywa, są pełne energii i zawiera wysokie stężenie fitoskładników, witamin, minerałów i białek, które przekształcają się następnie w pełni rozwinięte rośliny. 

Kiełki są też bogate w enzymy trawienie czyli wspomagają trawienie i są znacznie lepiej przyswajalne niż potrawy gotowane. 

Dorosłe rośliny zaczynają tracić dużą zawartość składników odżywczych gdy tylko są zbierane a do czasu, gdy trafią do sklepów niewiele już w nich zostaje wartości odżywczych. Kiełki natomiast ciągle żyją i produkują substancje odżywcze, dopóki nie zostaną przez nas zjedzone.

Wspaniałą rzeczą jest to, że ze względu na ich wielkość możliwe jest dostarczenie sobie dużo większej ilości witamin niż z normalnych warzyw - zjedzenie od 50 czy 100 główek brokuł byłoby bardzo trudne do osiągnięcia :)

Domowe kiełkowanie jest łatwą i tanią alternatywą dla kupowania gotowych kiełków w sklepach ze zdrową żywnością. 

Jeżeli chodzi o słoik, ja używam GLASS GERMINATOR firmy BioSnacky:


...ale tak naprawdę, wszystko czego potrzebujesz to słoik, kawałek gazy lub sterylnej pieluchy i gumka:


Kupowanie specjalnego słoika do kiełkowania nie jest więc koniecznością - polecam go jednak ponieważ jest wygodniejszy i posiada specjalny uchwyt, który pozwala na postawienie słoika w przechylonej pozycji i dokładne odsączanie wody.

Dla osób, które chcą mieć kilka odmian kiełków lub hodować je rotacyjnie i mieć ciągły zapas, istnieją też specjalne maszyny do kiełkowania lub tzw. 'mini-szklarnie' z kilkoma tacami na których można umieszczać różne nasiona ale na moje własne potrzeby wystarcza mi słoik tak naprawdę. Jeśli ktoś ma dużą rodzinę i dużo gotuje to warto rozważyć taki zakup, w moim przypadku raczej nie wykorzystałabym tego wszystkiego.




Jak używać słoika do kiełkowania? 

Polecam na początek kupić sobie BioSnacky Starter Kit, w którym będziecie mieć 6 różnych opakowań ziaren i instrukcję do każdego typu kiełków dotyczącą czasu namaczania i czasu kiełkowania.

Praktycznie rzecz biorąc wygląda to tak, że po umyciu słoika wrzucamy tam ziarna i zalewamy zimną wodą na 12 godzin, rano odsączamy wodę i przez 12 godzin słoik stoi odwrócony dnem do dołu, później znów zalewamy je wodą na 12 godzin i na kolejne 12 odsączamy potrząsając w trakcie dnia kilkakrotnie, żeby ziarna miały równy dostęp do tlenu i w zależności od tego, co kiełkujesz czas kiełkowania będzie wahać się od 2 do 7 dni.

Tutaj podaję Wam listę tego, co można kiełkować i ich angielskie odpowiedniki:

Nasiona: lucerna (alfalfa), brokuły (broccoli), koniczyna (clover), kozieradka (fenugreek), jarmuż (kale), gorczyca (mustard), rzodkiewka (radish) i słonecznik (sunflower)

Fasole: aduki (aduki beans), ciecierzyca (chickpeas), soczewica (lentils), fasola mung (mung beans), groch (peas), pinto (pinto beans), soja (soy beans)

Zboża: jęczmień (barley), gryka (buckwheat), proso (millet), owies (oats), komosa ryżowa (quinoa), żyto (rye), pszenica (wheat)

Należy używać tylko nasion, które są produkowane do kiełkowania, a dla najlepszych i najzdrowszych wyników używać organicznych, wolnych od GMO i nie napromieniowanych nasion. Zawsze czyść dokładnie sprzęt do kiełkowania i miej zawsze czyste ręce podczas pracy z kiełkami, żeby nie dopuścić do powstania pleśni. Pamiętaj, żeby zapoznać się z podawanym na opakowaniu zalecanym czasem namaczania i kiełkowania. 

Wykorzystuj kiełki do kanapek, sałatek, koktaili i innych potraw:





Polecam! Meg Turner :)

Friday, 2 January 2015

Dieta - Dzień 2 (2 stycznia)

Moja dzisiejsza dieta wyglądała następująco:

Zaraz po wstaniu:
Woda
Banan i mandarynki
Shake proteinowy
Godzina Nordic Walking

Śniadanie
Herbata owocowa (słodzona Xylitolem)
2 kromki chleba razowego z masłem Ghee i twarogiem zmieszanym z jogurtem greckim, szczypiorkiem, pomidorem, rzodkiewką i solą himalajską.




Woda

Lunch
Lekka sałatka z rukoli, kiełków, sera ricotta i mango, polana oliwą z oliwek i posypana pestkami granatu.


Woda 

Obiad
Roladki wołowe z suszoną śliwką, ziemniakami i kalafiorem
Sposób przygotowania roladek: mięso umyć, pokroić w plastry i rozbić tłuczkiem do mięsa, opruszyć przyprawami, w środek włożyć śliwki, zawinąć w rulonik, związać sznurkiem, włożyć do naczynia żaroodpornego, zalać bulionem i włożyć do piekarnikana 45min do godziny - piec w temperaturze 175 stopni. Podawać z ziemniakami i gotowanym na parze kalafiorem.



Woda

Kolacja
Koktail ze szpinaku - zmiksować szklankę kefiru lub jogurtu naturalnego z dwiema garściami szpinaku i 1 bananem w blenderze aż do uzyskania jednolitej konsystencji.
Kanapka z bułki pełnoziarnistej, masła Ghee, sałaty, szynki drobiowej i papryki.


Woda
Shake proteinowy 

Pół godziny tenisa na Nintendo Wii
Pół godziny "tańca" na środku pokoju - do składanki z największymi hitami 2014 roku :)