Sunday, 4 January 2015

Dieta - Dzień 3 (3 stycznia)

Dziś nie tylko o diecie ale też o technice planowania.

Sobota i niedziela to najtrudniejsze dla mnie dni co chodzi o dietę ponieważ prowadzę własną szkołę językową i najwięcej grup uczęszcza na kursy językowe w weekendy.

W te dni jestem więc w szkole od rana do wieczora (nawet jeśli nie uczę sama to nadzoruję nauczycieli, których zatrudniam lub zajmuję się sprawami biznesowymi) i właśnie w te dni najczęściej upadałam (bardzo nisko!) co chodzi o dietę - mało czasu, dużo stresu, najprościej było wyskoczyć do McDonalda czy KFC - szybko, tanio i po drodze, dzięki McDrive nie trzeba nawet wychodzić z samochodu... Śniadania jadłam więc w samochodzie w drodze do szkoły - zwykle 'breakfast wrap' i herbata z 4 saszetkami cukru. 

Lunch w polskiej restauracji albo w 'China Moon' - lokalnej chińskiej restauracji typu "all you can eat" (czyli "ile tylko zdołasz zjeść") - płacisz jedną sumę i bierzesz tyle dokładek, ile dusza zapragnie aż napchasz się do tego stopnia, że zastanawiasz czy wstawać czy posiedzieć z 5 minut aż się ułoży, żeby nie zwymiotować gdzieś po drodze a pod koniec dnia późny "obiad" albo w Mac'u (jeśli byłam sama) albo w jakiejś lepszej restauracji (jeśli miałam spotkania biznesowe). Wszystko fajnie dopóki gumka w majtkach przestaje się rozciągać... 

Nie byłam z siebie dumna żyjąc w ten sposób i zdecydowanie nie byłam dumna z faktu, że tyłek mi rósł i brakowało mi pasa w samochodzie ale waga utrzymywała się na stałym poziomie - 150kg - więc nie mogły być aż takie złe te BigMac'i...

Aż pewnego dnia, po 3 latach małżeństwa i braku dzieci na horyzoncie, mój mąż zaproponował abyśmy zrobili dokładne badania na bezpłodność, dowiedzieli się w czym dokładnie tkwi problem i być może dałoby się to jakoś wyleczyć. Na jednym z pierwszych spotkań zważono mnie i zmierzono i... wielkie było moje zdziwienie gdy na swojej karcie medycznej zobaczyłam wagę 155kg. Wróciłam do domu, stanęłam na swojej i nadal ważyłam 150!

Okazało się, że moja domowa waga miała maksymalne obciążenie 150kg (!), którego wcześniej nie zauważyłam i mogłam tak żyć kolejne 5 lat i nie zauważyć, że dochodzę do 160, 170, 190, 250 i 300kg! A potem podnosiliby mnie specjalnymi podnośnikami z łóżka i przemywali mi raz dziennie odleżyny jak w tych programach o grubasach... Te osoby przecież nie rodzą się w takich rozmiarach tylko muszą się sami doprowadzać do takiego stanu więc gdzieś po drodze również ważą 120, 130 i 150. Przestraszyłam się. Może to "tylko" 5kg więcej ale przestraszyłam się wizji tego, co mogłoby się stać i wtedy wszystko się zaczęło. 

O tym jak się zaczęło moje poszukiwanie zdrowej drogi napiszę innym razem ale dziś chciałabym skupić się na tym JAK z osoby uzależnionej od McDonalda, która nawet ślubną sesje zdjęciową zrobiła sobie w Mac'u...






...powoli (i w bólach) przeradzam się w osobę, która przed pracą je owsiankę a do pracy bierze sałatkę. Odpowiedź zawrę w tylko jednym słowie: PLANOWANIE!  To naprawdę nie jest trudne ani czasochłonne przygotować obiad gdy ma się kupione składniki i wie się dokładnie co będzie się przygotowywać. Problem tkwi w tym, że nie potrafimy planować a planowania uczy się długo i w wielkich bólach. 

Ja zawsze wstawałam rano, leżałam zbyt długo, ignorowałam budzik, zasypiałam na kolejną godzinę, budził mnie mąż pytając czy nie mam przypadkiem na 9, ja w panice wbiegałam pod prysznic, makijaż robiłam w samochodzie a jedzenia w domu nie miałam nawet w planie bo i tak niczego nie było w lodówce więc... McDonald's zawsze był po drodze.

Teraz kupiłam sobie w Ryman Stationery specjalny zeszyt z listą rzeczy do zrobienia na każdy dzień i PLANUJĘ, że na śniadanie zjem pastę z jajek i groszku do której muszę dokupić jajka bo groszek mam, na lunch zjem zupę warzywną do której muszę dokupić to i tamto i mając wszystko zaplanowane i czekające na mnie w lodówce mogę przygotować większość posiłków w pół godziny lub noc wcześniej jeżeli wiem, że będzie ciężko z czasem kolejnego dnia.

Bez planowania nie ma odchudzania! :)
Tak naprawdę bez planowania nie ma sukcesu w żadnej dziedzinie życia. To moje największe odkrycie ostatnio.

A więc dziś moja dieta wyglądała następująco:

Po przebudzeniu:
Ciepła woda z miodem i cytryną
Plasterek arbuza
Shake proteinowy
Pół godziny Nordic Walking

Śniadanie:
Owsianka na mleku kokosowym z owocami i prażonymi nasionami dyni i słonecznika

Lunch (przygotowany wcześniej i wzięty do pracy w pojemniku):
Łosoś pieczony w piekarniku w naczyniu żaroodpornym z masłem, pietruszką i sokiem z cytryny, kapusta pekińska (tylko kilka listków), liście pietruszki, bazylii, mięty i kolendry, szczypiorek, papryka, marchewka i pomidorki koktailowe, polane polskim, organicznym olejem lnianym LenaOil (do kupienia na stronie: http://achlifestyle.co.uk) i posypane solą himalajską. 
Obiad:
Ponieważ jechałam na nieplanowaną wizytę do znajomych potrzebujących pilnego tłumaczenia, których mogłam wcisnąć jedynie w mojej godzinnej przerwie obiadowej, zamiast szybkiego McDonald'a pojechałam do Morrison'a i stworzyłam sobie własną sałatkę z ich baru sałatkowego:


oraz kupiłam dwa, jeszcze gorące, pieczone udka - kosztowało mnie to £2,50 za sałatkę i funta za kurczaka - na pewno ktoś się przyczepi, że niekoniecznie jest to rozwiązanie idealne ale - jak dla mnie - najlepsze w danych okolicznościach. 

Kolacja
Kolację jadłam już w domu i zrobiłam sobie tylko mozarellę z pomidorami, porem, kiełkami, oliwą z oliwek i przyprawami.


Tak więc podsumowując i analizując swój własny przypadek, uważam że nie ma czegoś takiego jak brak czasu bo KAŻDY z nas dostaje 24 godziny w ciągu doby i jedni góry przenoszą w tym czasie a inni wstają o 15 i marnują swoje życie więc problem tkwi jedynie w braku organizacji i nieumiejętności planowania.

Polecam Wam zakup takiego lub podobnego zeszytu - widziałam podobne w Tesco's za £2 i duży wybór jest również na Amazonie i eBay'u (wpiszcie 'To do list book' lub 'Things to do today'). Dla bardziej technologicznie zaawansowanych osób istnieje również mnóstwo darmowych aplikacji do planowania zadań na telefon i tablet. 

Pamiętajcie: bez planowania nie ma odchudzania! :)

Saturday, 3 January 2015

Korzyści z kiełkowania!

W moim pierwszym wpisie dotyczącym diety, wstawiłam informację o słoiku do kiełkowania (sprouting jar), który kupiłam na eBay'u za £5.00 i otrzymałam od Was  kilka próśb o więcej informacji na temat tego, jak zrobić swoje własne kiełki, jak korzystać z takiego słoika i jak on dokładnie wygląda.

Postanowiłam zrobić o tym oddzielny wpis ponieważ
bardzo bym chciała, aby każda z Was zaczęła swoją przygodę z kiełkowaniem z uwagi na fakt, że jest to niesamowicie proste a kiełki są jednym z najbardziej odżywczych pokarmów alkalizujących dostępnych w przyrodzie. 




Kiełki to w zasadzie (upraszczając sprawę) dzieci roślin - nasion, fasol i zbóż - i jak to z dziećmi bywa, są pełne energii i zawiera wysokie stężenie fitoskładników, witamin, minerałów i białek, które przekształcają się następnie w pełni rozwinięte rośliny. 

Kiełki są też bogate w enzymy trawienie czyli wspomagają trawienie i są znacznie lepiej przyswajalne niż potrawy gotowane. 

Dorosłe rośliny zaczynają tracić dużą zawartość składników odżywczych gdy tylko są zbierane a do czasu, gdy trafią do sklepów niewiele już w nich zostaje wartości odżywczych. Kiełki natomiast ciągle żyją i produkują substancje odżywcze, dopóki nie zostaną przez nas zjedzone.

Wspaniałą rzeczą jest to, że ze względu na ich wielkość możliwe jest dostarczenie sobie dużo większej ilości witamin niż z normalnych warzyw - zjedzenie od 50 czy 100 główek brokuł byłoby bardzo trudne do osiągnięcia :)

Domowe kiełkowanie jest łatwą i tanią alternatywą dla kupowania gotowych kiełków w sklepach ze zdrową żywnością. 

Jeżeli chodzi o słoik, ja używam GLASS GERMINATOR firmy BioSnacky:


...ale tak naprawdę, wszystko czego potrzebujesz to słoik, kawałek gazy lub sterylnej pieluchy i gumka:


Kupowanie specjalnego słoika do kiełkowania nie jest więc koniecznością - polecam go jednak ponieważ jest wygodniejszy i posiada specjalny uchwyt, który pozwala na postawienie słoika w przechylonej pozycji i dokładne odsączanie wody.

Dla osób, które chcą mieć kilka odmian kiełków lub hodować je rotacyjnie i mieć ciągły zapas, istnieją też specjalne maszyny do kiełkowania lub tzw. 'mini-szklarnie' z kilkoma tacami na których można umieszczać różne nasiona ale na moje własne potrzeby wystarcza mi słoik tak naprawdę. Jeśli ktoś ma dużą rodzinę i dużo gotuje to warto rozważyć taki zakup, w moim przypadku raczej nie wykorzystałabym tego wszystkiego.




Jak używać słoika do kiełkowania? 

Polecam na początek kupić sobie BioSnacky Starter Kit, w którym będziecie mieć 6 różnych opakowań ziaren i instrukcję do każdego typu kiełków dotyczącą czasu namaczania i czasu kiełkowania.

Praktycznie rzecz biorąc wygląda to tak, że po umyciu słoika wrzucamy tam ziarna i zalewamy zimną wodą na 12 godzin, rano odsączamy wodę i przez 12 godzin słoik stoi odwrócony dnem do dołu, później znów zalewamy je wodą na 12 godzin i na kolejne 12 odsączamy potrząsając w trakcie dnia kilkakrotnie, żeby ziarna miały równy dostęp do tlenu i w zależności od tego, co kiełkujesz czas kiełkowania będzie wahać się od 2 do 7 dni.

Tutaj podaję Wam listę tego, co można kiełkować i ich angielskie odpowiedniki:

Nasiona: lucerna (alfalfa), brokuły (broccoli), koniczyna (clover), kozieradka (fenugreek), jarmuż (kale), gorczyca (mustard), rzodkiewka (radish) i słonecznik (sunflower)

Fasole: aduki (aduki beans), ciecierzyca (chickpeas), soczewica (lentils), fasola mung (mung beans), groch (peas), pinto (pinto beans), soja (soy beans)

Zboża: jęczmień (barley), gryka (buckwheat), proso (millet), owies (oats), komosa ryżowa (quinoa), żyto (rye), pszenica (wheat)

Należy używać tylko nasion, które są produkowane do kiełkowania, a dla najlepszych i najzdrowszych wyników używać organicznych, wolnych od GMO i nie napromieniowanych nasion. Zawsze czyść dokładnie sprzęt do kiełkowania i miej zawsze czyste ręce podczas pracy z kiełkami, żeby nie dopuścić do powstania pleśni. Pamiętaj, żeby zapoznać się z podawanym na opakowaniu zalecanym czasem namaczania i kiełkowania. 

Wykorzystuj kiełki do kanapek, sałatek, koktaili i innych potraw:





Polecam! Meg Turner :)

Friday, 2 January 2015

Dieta - Dzień 2 (2 stycznia)

Moja dzisiejsza dieta wyglądała następująco:

Zaraz po wstaniu:
Woda
Banan i mandarynki
Shake proteinowy
Godzina Nordic Walking

Śniadanie
Herbata owocowa (słodzona Xylitolem)
2 kromki chleba razowego z masłem Ghee i twarogiem zmieszanym z jogurtem greckim, szczypiorkiem, pomidorem, rzodkiewką i solą himalajską.




Woda

Lunch
Lekka sałatka z rukoli, kiełków, sera ricotta i mango, polana oliwą z oliwek i posypana pestkami granatu.


Woda 

Obiad
Roladki wołowe z suszoną śliwką, ziemniakami i kalafiorem
Sposób przygotowania roladek: mięso umyć, pokroić w plastry i rozbić tłuczkiem do mięsa, opruszyć przyprawami, w środek włożyć śliwki, zawinąć w rulonik, związać sznurkiem, włożyć do naczynia żaroodpornego, zalać bulionem i włożyć do piekarnikana 45min do godziny - piec w temperaturze 175 stopni. Podawać z ziemniakami i gotowanym na parze kalafiorem.



Woda

Kolacja
Koktail ze szpinaku - zmiksować szklankę kefiru lub jogurtu naturalnego z dwiema garściami szpinaku i 1 bananem w blenderze aż do uzyskania jednolitej konsystencji.
Kanapka z bułki pełnoziarnistej, masła Ghee, sałaty, szynki drobiowej i papryki.


Woda
Shake proteinowy 

Pół godziny tenisa na Nintendo Wii
Pół godziny "tańca" na środku pokoju - do składanki z największymi hitami 2014 roku :)

Noworoczna przemiana? Zacznijmy od włosów!

Jest 2 stycznia 2015 roku. Drugi dzień roku, drugi dzień mojego bloga i drugi dzień naszej przemiany.

Dziś chciałabym Was zachęcić do odrobiny odwagi a narzędziem, jakie chciałabym, abyście wykorzytały są Wasze włosy!

Zmiana fryzury to najprostszy i najszybszy sposób do poczucia się lepiej ze samą sobą - nawet idąc do fryzjera na zwykłe podcięcie końcówek i przykrócenie grzywki czujemy się lepiej gdy ułożą nam je i wyprostują w ten jedyny i zarezerwowany dla fryzjerów sposób. Ja nigdy nie jestem w stanie wyprostować sobie włosów w taki sposób jak robi to moja fryzjerka Judyta - też tak macie?

Pomyślcie jednak jak niesamowite byłoby to uczucie gdybyście zdecydowały się na coś więcej, na jeden krok dalej, na fryzurę, która zypełnie odmieniłaby Waszą twarz i całkowity wizerunek? Może to być zmiana koloru, zupełnie nowa długość włosów od tej, którą zawsze nosicie albo wręcz odważny krok w kierunku czegoś bardziej awangardowego i niespotykanego!

Ja zawsze byłam odważna z moimi włosami. Uważam, że to najbardziej bezpieczny sposób na szybką transformację bo nawet jeśli nie będę się sobie podobać w 100% to włosy tak szybko odrastają, że za chwilę będą wyglądać i układać się zupełnie inaczej, mogę je też stylizować na różne sposoby a nawet jeżeli niczego już nie dałoby się z nimi zrobić, wtedy wiem, że mam na tyle odwagi, że ścięłabym je na bardzo krótko a nawet ogoliłabym głowę na łyso i też potrafiłabym z tego zrobić 'statement'. 

Odważne fryzury dodają odwagi! Ludzie mówią wtedy o nas i nie myślcie od razu, że mówią źle - teraz tyle się dzieję w świecie mody i stylizacji, że wszystko jest już dopuszczalne i ja za każdym razem gdy zrobię coś zupełnie nowego, słyszę jedynie słowa aprobaty i podziwu za odwagę i charyzmę. 

Nie bójcie się odważyć zrobić ze sobą coś nowego, to naprawdę odmienia też psychikę od środka. Co więcej, niczego tak naprawdę nie musicie robić w tym przypadku same - znajdujecie numer do dobrego stylisty, umawiacie się na wizytę, siadacie wygodnie i wszystko robią za Was i dla Was! :) O wiele trudniejsza jest kwestia makijażu, tu musicie nauczyć się pewnych zasad, zrobić to same i robić to codziennie - wizyta u fryzjera jest jednorazowa i daje Wam coś fajnego na conajmniej 4 tygodnie!

Wstawiam Wam kilka zdjęć pokazujących moją eksperymentalną naturę co chodzi o włosy - dziś tylko kilka i  większość całkiem spokojnych bo tylko takie mam na komputerze z którego dzisiaj piszę. Dodam jednak do tego postu trochę więcej awangardowych fryzur gdy podłączę dysk zewnętrzny na którym mam dużo archiwalnych zdjęć. Zajrzyjcie więc tutaj ponownie za kilka dni.

BYŁY POMARAŃCZE:




I BLONDY:







BYŁO NATURALNIE:






I BYŁY CZERWIENIE
BYŁO NAWET BORDO




BYŁ ZWYKŁY RUDY

I BYŁO WIELOKOLOROWO


BYŁO BRĄZOWO

BYŁY NAWET DŁUGIE




I BYŁO AWANGARDOWO






Nie bójcie się eksperymentować z włosami. To naprawdę świetna przygoda, od tego warto zacząć noworoczną przemianę! Naprawdę Was do tego zachęcam więc telefony w rękę i umawiamy wizytę!