Wednesday, 14 January 2015

Figura modelki szczęścia nie daje! :)

Cześć moje kochane grubaski i niewierzące w siebie kobietki! :)

Dziś zostanę zlinczowana za ten wpis ale jest to ryzyko, które jestem gotowa podjąć :) Chciałabym Was nieco pocieszyć "kosztem" załamania mojej koleżanki, która jest bardzo piękną kobietą - bardzo szczupłą, bardzo zadbaną, zawsze zdrowo się odżywiająca i regularnie uprawiającą sport. Podziwiam ją za to bardzo i podoba mi się również jej styl -  zawsze 'top fashion' co chodzi o ubrania i akcesoria, zawsze ma piękne włosy i dopracowany makijaż, jest inteligentna, elekwentna i zabawna, żona i mama uroczej, małej dziewczynki - jednak jej piękny wygląd jest kosztem wielu wyrzeczeń i wcale nie jest to takie proste być ZAWSZE na diecie :) Oto jej wpis:


odpisałam jej:

Jedyne, co staram się w dzisiejszym poście przekazać i co zawarłam w komentarzu pod postem Kasi to moja obserwacja dotycząca tego, że niekoniecznie piękny wygląd rozwiąże wszystkie nasze problemy i niekoniecznie uzależnianie od tego naszego poczucia spełnienia jest warte czekania.

Szczęśliwym warto stać się teraz i dzisiaj! W takim rozmiarze, jakim aktualnie jesteśmy! ...bo piękno, jak pisze moja idolka, mentorka i trener zdrowego stylu życia, Marzanna Olejniczak, to błysk w oczach, niebanalność, odwaga i pasja! "Pięknej kobiecie nie są potrzebne wymiary modelki, ale musi być zadbana!" :)



Pięknego dnia Wam życzę!

Saturday, 10 January 2015

Podstawy makijażu.

Dziś długo wyczekiwany post o tym jak zacząć swoją przygodę z makijażem! 





Gill's make-over. Make up artist: Magdalena Turner


Ola's make-over. Make up artist: Magdalena Turner

Moja przyjaciółka Iwonka zmusiła mnie wręcz do napisania tego postu mówiąc: "Madziu, czekam na wpis o makijażu bo bardzo chcę się malować a nie mam zupełnie pojęcia od czego zacząć!" Tak więc Iwonko i wszystkie moje kochane czytelniczki, oto moje dziesięć podstawowych przykazań dobrego makijażu:

1) Przygotowanie cery pod makijaż - peeling.

Nigdy nie osiągnięcie ładnie wyglądającego i trwałego makijażu po prostu nakładając podkład na nieprzygotowaną wcześniej cerę! Podkład nie będzie rozprowadzony równomiernie a przesuszona, złuszczająca się skóra sprawi, że efekt nie będzie imponujący.

Jeżeli zależy Wam na ładnym makijażu danego dnia, polecam noc wcześniej zastosować peeling drobnoziarnisty lub enzymatyczny do twarzy (ja używam Estee Lauder - Perfectly Clean) i nałożyć dobry, nawilżająco-regenerujący krem. 

2) Przygotowanie cery pod makijaż - krem.

Jeżeli chodzi o kremy, ja używam produktów trzech firm: Estee Lauder, Artistry i liposomowych kremów Vianesse - na przemian, żeby nie przyzwyczajać cery do jednego produktu.

Mam cerę tłustą więc używam serii odpowiednich do typu mojej cery. Jeżeli chodzi o Estee Lauder, niesamowity jest zestaw trzech produktów:
- Advanced Night Repair na noc
- Idealist na rano (który nakładam po porannym prysznicu)
- Day Wear - krem na dzień (którego używam pod makijaż) 



W serii kosmetyków liposomowych Viansesse Elegance znajdziecie:
- krem liposomowy 24h na dzień i noc (który jest cudny pod makijaż bo jest lekki i świetnie nawilża)
- maska intensywnie nawilżająca na noc
- krem w żelu pod oczy i na popękane naczynka
- melonowy żel do mycia twarzy 



A kosmetyki Artistry to po prostu luksusowa seria pielęgnacyjna zawierająca również żele do mycia twarzy, łagodne, dwufazowe płyny do demakijażu oczu, kremy i toniki - bardzo polecam!

Najlepszy krem pod makijaż z serii Artistry to dla mnie Time Defiance na dzień lub Artistry Essentials - Balancing lotion.




3) Baza pod podkład. - It's all about the base! :) 
www.youtube.com/watch?v=7PCkvCPvDXk

Jeżeli chcecie, żeby makijaż trzymał się długo i wyglądał nieskazitelnie, musicie zastosować najpierw wygładzającą bazę pod podkład. Jak zwykle, moja ulubiona to rozświetlająca baza Estee Lauder - Brilliant Perfection, ale ostatnio gdy zapomniałam kosmetyczki a musiałam zrobić szybki makijaż w samochodzie przed ważnym spotkaniem, wstąpiłam do Tesco i kupiłam dużo tańszą bazę Max Factor i muszę powiedzieć, że sprawuje się bardzo dobrze. Do cery bardzo "porowatej" polecam bazę POREfessional Primer (firmy Benefit) - miałam ją pod swoim makijażem ślubnym i ładnie mi podtrzymała trwałość podkładu przez całą noc tańczenia i całowania! :) 

4) Dobrze dobrany i rozprowadzony podkład.

Nie mogę się teraz rozpisać na temat zasad dobierania idealnego podkładu bo tu należy wziąć pod uwagę wiele czynników (typ cery, gęstość fluidu, zawartość żółtych lub zielonych barwników niwelujących pewne przebarwienia itd) ale obiecuję, że zrobię o tym oddzielny wpis i chętnie też wybiorę się z Wami na zakupy i doradzę Wam face-to-face (wypady jako Personal Shopper to moje ulubione zajęcie więc nie wstydźcie się napisać do mnie i zapytać kiedy mam czas na wypad do Meadowhall Sheffield, Trinity Leeds lub innego centrum handlowego). Tutaj chcę zaznaczyć jedynie, że nigdy nie powinno się sprawdzać odcienia podkładu na nadgarstku czy na dłoni - kolor najbardziej zbliżony do naszej karnacji testujemy na linii żuchwy i jeżeli nie możemy się zdecydować na jeden z dwóch odcieni, zawsze wybieramy jaśniejszy ponieważ zbyt ciemny podkład niepotrzebnie nas postarzy. 

Pamiętajcie też - i zawsze to powtarzam robiąc makijaże - że nasza twarz nie kończy się na brodzie i linii żuchwy! Musicie zadbać też o szyję i rozprowadzić podkład równomiernie w dół aż do dekoltu starając się nie stworzyć efektu "biało-czerwonej flagi" - czyli ciemnych policzków i białej szyji. Nawet jeśli my tego nie widzimy, zobaczą to inni gdy odwrócimy głowę więc bądźcie tego świadome i zróbcie to poprawnie.

Do nakładania podkładu używamy płaskiego pędzla do podkładu:



5) Puder sypki lub puder w kamieniu.

Po nałożeniu płynnego podkładu, zawsze starajcie się wyrównać koloryt cery dobrej jakości pudrem sypkim lub pudrem w kamieniu, który dodatkowo utrwali makijaż i nada matowego efektu. Do nakładania pudru, ja używam pędzla firmy Aurifere z bardzo miękkiego włosia z sierści borsuka:



6) Róż i bronzer.

Używajcie różu i bronzera, żeby wymodelować kształt twarzy, uwydatnić kości policzkowe i nadać makijażowi pełni. Do nakładania różu i bronzera używamy małego, ściętego pędzla:





7) Brwi.

Brwi to chyba najbardziej zaniedbana część makijażu u większości kobiet. Moje były już podmiotem wielu żartów ponieważ były kiedyś naprawdę "krzaczaste", nieregularne i trudne do ujażmienia. Próbowałam kredek, tuszów do brwi, henny, depilacji, regulacji i wszystkiego, co dostępne i w końcu trafiłam na coś, co dla mnie w końcu DZIAŁA! Benefit Brow-Zings:



Jest to absolutnie genialny zestaw zawierający wszystkie narzędzia niezbędne do stylizacji i regulacji brwi: wosk z pigmentem do nadawania kształtu, wypełniacz (czyli puder o odcieniu dopasowanym do wosku w odcieniach Light, Medium lub Dark), dyskretna pęseta, którą zawsze możemy mieć przy sobie, pędzelek do nakładania wosku, pędzelek do nakładania pudru, lusterko i instrukcję obsługi do stosowania zestawu! :) Opakowanie jest bardzo wydajne, używam tego produktu codziennie i wystarcza mi na około rok! Polecam Wam bardzo!

Następujące sekcje opiszę jutro wieczorem:

8) Kredka do oczu i eye-liner.

Użycie obu wymaga wprawy ale zdecydowanie prostsza w aplikacji jest kredka i od niej warto zacząć. Po co używać kredki i eye-linera? Tak naprawdę po to, aby stworzyć efekt dłuższych i pełniejszych rzęs. Można też modyfikować wielkość oka za pomocą cieńszych lub grubszych kresek w odpowiednich kącikach lub w cenrum powieki. 

Tu wklejam link do fajnego artykułu - "Nie taki eye-liner straszny jak go malują", gdzie znajdziecie opis różnych typów eye-linerów i sposoby ich użycia. 
http://www.drlifestyle.pl/wyroznione/jaki-eyeliner-wybrac/

9) Rzęsy.


Malowanie rzęs to podstawa - nawet jeśli nie macie czasu na resztę makijażu to zawsze znajdźcie czas na podkład, rzęsy i błyszczyk. Rzęsy są naszą ozdobą i nadają powabnego, kokieteryjnego spojrzenia (zwłaszcza jeśli są długie, gęste i podkręcone).

Jeżeli nie macie czasu na poszukiwanie idealnej maskary i aplikowanie jej każdego ranka to polecam z całego serca przedłużanie rzęs metodą 1:1 lub kępkami. Warte każdej ceny bo pozwala oszczędzić czas i pieniądze.

Jeżeli natomiast rzęsy malować lubicie to chcę tylko polecić po raz kolejny firmę Estee Lauder ponieważ szczerze wierzę, że produkują oni najwspanialsze maskary na świecie - moje dwa absolutne hity to Double Wear i Sumptuous Extreme. Czasami na eBay'u można dostać w niesamowitych promocjach 2 maskary wraz z odżywką lub primerem za £12-£15, to nie jest dużo za 3 produkty o takiej jakości a kosmetyki te trwają i trwają. Polecam. 

Zanim pomalujecie rzęsy i nie bezpośrednio po nałożeniu tuszu ale zanim wyschnie warto skorzystać z zalotki, czyli narzędzia do podkręcania rzęs:


Rzęsy malujemy od nasady dociskając szczoteczkę do rzęs aby rozdzielić poszczególne włoski i wykonując ruchy zygzakowate u nasady, przeciągnąć szczoteczkę jednym ruchem pionowo do góry. Jeżeli masz długie rzęsy i chcesz uniknąć rozmazywania możesz albo naciągnąć powiekę palcem w kierunku skroni albo - ostatnio podkradziony pomysł mojej koleżanki - położyć kartę kredytową lub inną plastikową kartę na linii rzęs i powieki, podciągnąć powiekę lekko ku górze i malować szybkimi, pionowymi ruchami. 

10) Szminka. 

Po kilku latach panowania prostych w obsłudze błyszczyków do ust, wiele z nas na pewno zapomniało już jak stworzyć idealny efekt przy pomocy szminki. Mowa tu o odważnych kolorach takich jak czerwony, bordowy czy ciemno-brązowy bo nakładanie delikatnych i naturalnych odcieni nie wymaga, rzecz jasna, szczególnych umiejętności.

Jeżeli chcecie aby kolor szminki utrzymał się dłużej, nakładajcie ją na usta przypudrowane cienką warstwą sypkiego pudru. Jeżeli nałożycie go zbyt dużo, szminka będzie się zbrylać więc bardzo ważne jest, żeby było to jedynie muśnięcie sypkiego pudru. Tak jak w przypadku podkładu, szminka również lepiej się trzyma na ustach, z których pozbędziecie się martwego naskórka poprzez delikatny peeling lub użycie miękkiej szczoteczki do zębów zwilżonej ciepłą wodą (oczywiście musicie mieć oddzielną szczoteczkę, której będziecie używały tylko do tego celu). Po złuszczeniu nakładamy ochronną pomadkę lub witaminowy balsam ochronny do ust. 

Jeżeli chcemy uzyskać naprawdę perfekcyjny kształt ust, musimy użyć konturówki w idealnie dobranym do szminki odcieniu chociaż w wielkim świecie fashion shows aktualnie panuje moda na niedbałe, awangardowe nakładanie odważnych kolorów, jak gdyby były nakładane bez użycia lusterka ale moim zdaniem świetnie to wygląda u modelek na wybiegu ale nie w naszym małym, szarym życiu :) więc wracam do opisu idealnego nakładania szminki.

Kolor konturówki musi być bardzo starannie dobrany do koloru szminki i maksymalnie o jeden ton ciemniejszy od pomadki (czasy gdy używało się czarnej konturówki i czerwonej szminki dawno przeminęły i nie trwały zbyt długo).

Szminkę możecie jak najbardziej nakładać bezpośrednio ale o wiele precyzyjniej nałożycie ją za pomocą cienkiego pędzelka do ust:
Warstwa, jaką wtedy nakładacie jest dużo cieńsza i tak naprawdę utrzymuje się dlużej. 

Kolor szminki dobiera się do stroju ale też do naszej karnacji - nie każdemu pasują bardzo ciemne kolory i nie każdy kolor zgrywa się dobrze z naszym kolorem oczu, włosów i cery ale żeby wiedzieć dokładnie jaki jest wachlarz barw najkorzystniej podkreślający naszą urodę potrzebna jest już tzw. analiza kolorystyczna, która określa najpierw czy pasują nam ciepłe czy zimne tonacje a później z całej gamy kolorów w danej tonacji określamy jakie kolory są NASZYMI kolorami. Zapraszam na konsultację jeżeli chcecie to sprawdzić. 

I to wszystko o podstawach makijażu - jeżeli macie pytania lub chciałybyście, abym napisała o czymś bardziej wyczerpująco, napiszcie do mnie!

A teraz gdy jesteście już pięknie pomalowane, życzę Wam dużo pewności siebie i uśmiechu ze szminką na ustach! :) 
Dzień naprawdę jest lepszy gdy czujemy się piękne i zadbane! 

Friday, 9 January 2015

Hello! I'm back! :)

Przepraszam za krótką przerwę - prówałam być nieszczęśliwa przez kilka dni po komentarzu hater'a, który - nie ukrywam - wzięłam sobie do serca bo gdy zapytał kim ja jestem, że śmiem innym dawać rady na temat zdrowego stylu życia ważąc sama 145kg i pisać na tematy, o których nie mam pojęcia (zdrowy styl życia rozumiem?) to pomyślałam sobie przez chwilę "hmm, może rzeczywiście to nie moje miejsce..." ale po kilku dniach jakie dałam sobie na zastanowienie i mailach, jakie od Was otrzymałam, poszłam po rozum do głowy i stwierdzam, że jeżeli mam potrzebę pisania, to będę pisać. 

Osoba ta zarzuciła mi, że piszę o głupotach ale internet aż przelewa się od rzeczy jeszcze głupszych i jeżeli dla niej są to głupoty, to czytanie mojego bloga nie jest obowiązkowe - ja mam ochotę pisać o tych głupotach i sądząc po Waszych mailach i smsach otacza mnie mnóstwo osób, które te głopoty chcą jednak czytać! :D 

Dziękuję Wam za wszystkie ciepłe słowa i za Wasz czas - za to, że Wam się chciało bo na blogu wyłączyłam możliwość komentowania pod moim "pożegnalnym" postem a mimo to chciało Wam się podjąć ten wysiłek i napisać do mnie bezpośrednio - doceniam i widzę, że warto. Dla osób takich, jak te:





























ale najlepszy był mail od mojej koleżanki Kasi:



Rzeczywiście, Owsiak ma gorzej! :) ...bo robi więcej. 

A kim ja jestem, żeby dawać innym rady? Jestem osobą, która sama eksperymentuje, czyta i uczęszcza na liczne szkolenia i warsztaty z wielu dziedzin i lubi dzielić się zdobytą wiedzą z innymi. Nie jestem guru zdrowego stylu życia, po prostu sama walczę - upadam i znowu się podnoszę i łatwiej jest mi się podonosić gdy robię to z innymi, taką mam naturę. 

Nawet jeśli nigdy mi się nie uda to nadal mam ogrom teoretycznej wiedzy i potrzebę przekazywania jej dalej. To, że nie udało mi się jak dotąd schudnąć mimo tej wiedzy to nie hipokryzja tylko wynik braku konsekwencji, zamiłowania do jedzenia i zabieganego stylu życia więc niekoniecznie zawodzą metody jakie stosuję, myślę, że zawodzi jedynie moja silna wola - nadal jednak są osoby, które dzięki moim radom na Meg's Health Plan osiągnęly swój personalny sukces nawet jeśli ja go nie osiągnęłam i dlatego uważam, że pisać powinnam!

Są też dziedziny w których jestem ekspertem i nikt tego nie podważy bo "mam na to papiery" :) i spore doświadczenie - jestem wykwalifikowanym nauczycielem angielskiego i tłumaczem (mimo, że jakość nauczania w mojej szkole również została w komentarzu hater'a podważona ale myślę, że kto chodzi ten wie i nie muszę się tu szczególnie tłumaczyć jak i za to, że ponoć robię z siebie wielkiego przedsiębiorcę a moja szkoła to zwykła, jednoosobowa działalność - nie jest to jednoosobowa działalność ale też nigdy nie twierdziłam, że prowadzę korporację! W pierwszym wpisie napisałam, że mam własną firmę i jest to prawdą - nawet gdyby istotnie była ona jednoosobowa to nadal byłaby to legalna, zarejestrowana w UK firma :) 

Mam również ukończony kurs wizażu i jest to moje prawdziwe hobby, które zamierzam rozwijać w dalszych kierunkach i zrobić szkolenia na makijaż fotograficzny i makijaż ślubny oraz - będąc przy temacie kwaifikacji - jestem certyfikowanym instruktorem Nordic Walking szkolonym przez samego mistrza Polski - Krzysztofa Człapskiego. Jeżeli jednak zechcę hodować w domu kiełki i mam ochotę powiedzieć innym w jaki (prosty) sposób się to robi i jakie są z tego korzyści to będę mówić mimo tego, że nie mam certyfikatu z ogrodnictwa i moje kiełki wcale nie zdołają odchudzić mojego grubego tyłka! :) Będą jednak tacy, którzy dzięki moim wpisom zaczną robić to samo, będą konsekwentni i osiągną swoje cele.

Wyprzedzając potencjalne przyszłe zarzuty odnośnie mojego stylu pisania (bo wszystko już przewiduję) z góry napiszę, że nie, nie mam idealnego stylu ale LUBIĘ pisać i pomaga mi to uwolnić myśli i nie ważne jest dla mnie czy postawię przecinki we wszystkich właściwych miejscach. Ci, którzy mnie znają, wiedzą jak szybko zawsze mówię :) i śmieją się często, że mój aparat mowy nie nadąża chyba za myślami więc wylewając część z nich tutaj, czuję się spokojniejsza i porządkuję swoje myśli. To jest trochę jak pamiętnik. 

Mój blog jest jak mój dom, ja tu rządzę. Nie zapraszam do domu ludzi, których nie lubię i tutaj też nie chcę ich widzieć - jeżeli nie przychodzicie do mnie do domu, żeby mi nawrzucać w twarz to tutaj też możecie sobie darować anonimowe pomówienia.

Chciałabym zaznaczyć, że komentarze będę akceptować jedynie od zarejestrowanych użytkowników. Jasne, że nie daje mi to gwarancji, że nie spotkają mnie żadne przykrości ale przynajmniej sprawdzę sobie adres IP z jakiego doszły ;)

Na zakończenie chciałabym wkleić coś, co wstawiła ostatnio moja znajoma na facebook'u:

"Kiedy Bóg tworzył kobietę, pracował do późna szóstego dnia.
Przechodził obok Anioł i zapytał:
“- Dlaczego poświęcasz tyle czasu właśnie temu dziełu?”
A Pan odpowiedział:
“- Czy zauważyłeś wszystkie szczegóły, jakie muszę uwzględnić, żeby ją ukształtować? Musi być zmywalna, choć nie zrobiona z plastyku, mieć więcej niż 200 ruchomych części, które mają być wymienialne i musi ona funkcjonować na wszelkiego rodzaju pożywieniu; musi być zdolna objąć kilkoro dzieci na raz, przytulić tak, by uzdrowić co jest do uzdrowienia – od stłuczonego kolana do złamanego serca, a to wszystko musi zrobić tylko dwiema rękami.”
Anioł był pod wrażeniem.
“- Tylko dwiema rękami… niemożliwe! I to jest model standardowy?! To zbyt wiele pracy jak na jeden dzień… Jutro dokończysz.”
“- Nie będę czekać do jutra - powiedział Pan - Jestem już tak bliski ukończenia tego dzieła.
Stanie się najmilsze mojemu sercu. Ona sama siebie leczy, kiedy zachoruje i potrafi pracować 18 godzin dziennie.”
Anioł podszedł bliżej i dotknął kobiety.
“- Ale uczyniłeś ją taką miękką, Panie.”
„- Jest miękka” - powiedział Pan - lecz uczyniłem ją także silną. Nie wyobrażasz sobie nawet, co potrafi znieść i ile pokonać.”
“- Czy ona potrafi myśleć?" - zapytał Anioł.
Pan odpowiedział:
“- Nie tylko potrafi ona myśleć, ale potrafi przekonywać i pertraktować.”
Anioł dotknął policzka kobiety…
“- Panie, zdaje się, że to dzieło przecieka! Zbyt dużo nałożyłeś ciężarów.”
“- Ona nie przecieka… To łza” - poprawił Pan Anioła.
“- Łza? A co to takiego?” - zapytał Anioł.
Pan odpowiedział:
“- Łzy są jej sposobem wyrażania smutku, wątpliwości, miłości, samotności, cierpienia i dumy.”
To zrobiło duże wrażenie na Aniele.
„- Panie, jesteś geniuszem. Pomyślałeś o wszystkim. Kobieta jest naprawdę cudowna!”
„- Rzeczywiście jest! Kobieta posiada siłę, która zadziwia mężczyznę. Potrafi ona radzić sobie z kłopotami i dźwigać ciężkie brzemię. Ma w sobie szczęście, miłość i przekonania. Uśmiecha się, gdy chce jej się krzyczeć. Śpiewa, gdy chce jej się płakać, płacze, gdy jest szczęśliwa i śmieje się, gdy się boi. Walczy o to, w co wierzy.
Sprzeciwia się niesprawiedliwości. Nie akceptuje „nie” jako odpowiedzi, kiedy widzi lepsze rozwiązanie. Daje z siebie wszystko, żeby jej rodzinie dobrze się wiodło. Zabiera swoją przyjaciółkę do lekarza, kiedy się o nią martwi. Jej miłość jest bezwarunkowa. Płacze, kiedy jej dzieci odnoszą sukces. Jest szczęśliwa, kiedy wiedzie się jej przyjaciołom. Cieszy się, kiedy słyszy o narodzinach czy weselu. Boli ją serce, kiedy umiera ktoś z rodziny lub bliski przyjaciel. Ale znajduje siłę, by żyć dalej. Wie, że pocałunek i przytulenie mogą uzdrowić złamane serce. Ma tylko jedną wadę...
Zapomina, ile jest warta…“
autor nieznany

Od dziś nie zamierzam zapominać ile jestem warta! 

Sunday, 4 January 2015

Dieta - Dzień 3 (3 stycznia)

Dziś nie tylko o diecie ale też o technice planowania.

Sobota i niedziela to najtrudniejsze dla mnie dni co chodzi o dietę ponieważ prowadzę własną szkołę językową i najwięcej grup uczęszcza na kursy językowe w weekendy.

W te dni jestem więc w szkole od rana do wieczora (nawet jeśli nie uczę sama to nadzoruję nauczycieli, których zatrudniam lub zajmuję się sprawami biznesowymi) i właśnie w te dni najczęściej upadałam (bardzo nisko!) co chodzi o dietę - mało czasu, dużo stresu, najprościej było wyskoczyć do McDonalda czy KFC - szybko, tanio i po drodze, dzięki McDrive nie trzeba nawet wychodzić z samochodu... Śniadania jadłam więc w samochodzie w drodze do szkoły - zwykle 'breakfast wrap' i herbata z 4 saszetkami cukru. 

Lunch w polskiej restauracji albo w 'China Moon' - lokalnej chińskiej restauracji typu "all you can eat" (czyli "ile tylko zdołasz zjeść") - płacisz jedną sumę i bierzesz tyle dokładek, ile dusza zapragnie aż napchasz się do tego stopnia, że zastanawiasz czy wstawać czy posiedzieć z 5 minut aż się ułoży, żeby nie zwymiotować gdzieś po drodze a pod koniec dnia późny "obiad" albo w Mac'u (jeśli byłam sama) albo w jakiejś lepszej restauracji (jeśli miałam spotkania biznesowe). Wszystko fajnie dopóki gumka w majtkach przestaje się rozciągać... 

Nie byłam z siebie dumna żyjąc w ten sposób i zdecydowanie nie byłam dumna z faktu, że tyłek mi rósł i brakowało mi pasa w samochodzie ale waga utrzymywała się na stałym poziomie - 150kg - więc nie mogły być aż takie złe te BigMac'i...

Aż pewnego dnia, po 3 latach małżeństwa i braku dzieci na horyzoncie, mój mąż zaproponował abyśmy zrobili dokładne badania na bezpłodność, dowiedzieli się w czym dokładnie tkwi problem i być może dałoby się to jakoś wyleczyć. Na jednym z pierwszych spotkań zważono mnie i zmierzono i... wielkie było moje zdziwienie gdy na swojej karcie medycznej zobaczyłam wagę 155kg. Wróciłam do domu, stanęłam na swojej i nadal ważyłam 150!

Okazało się, że moja domowa waga miała maksymalne obciążenie 150kg (!), którego wcześniej nie zauważyłam i mogłam tak żyć kolejne 5 lat i nie zauważyć, że dochodzę do 160, 170, 190, 250 i 300kg! A potem podnosiliby mnie specjalnymi podnośnikami z łóżka i przemywali mi raz dziennie odleżyny jak w tych programach o grubasach... Te osoby przecież nie rodzą się w takich rozmiarach tylko muszą się sami doprowadzać do takiego stanu więc gdzieś po drodze również ważą 120, 130 i 150. Przestraszyłam się. Może to "tylko" 5kg więcej ale przestraszyłam się wizji tego, co mogłoby się stać i wtedy wszystko się zaczęło. 

O tym jak się zaczęło moje poszukiwanie zdrowej drogi napiszę innym razem ale dziś chciałabym skupić się na tym JAK z osoby uzależnionej od McDonalda, która nawet ślubną sesje zdjęciową zrobiła sobie w Mac'u...






...powoli (i w bólach) przeradzam się w osobę, która przed pracą je owsiankę a do pracy bierze sałatkę. Odpowiedź zawrę w tylko jednym słowie: PLANOWANIE!  To naprawdę nie jest trudne ani czasochłonne przygotować obiad gdy ma się kupione składniki i wie się dokładnie co będzie się przygotowywać. Problem tkwi w tym, że nie potrafimy planować a planowania uczy się długo i w wielkich bólach. 

Ja zawsze wstawałam rano, leżałam zbyt długo, ignorowałam budzik, zasypiałam na kolejną godzinę, budził mnie mąż pytając czy nie mam przypadkiem na 9, ja w panice wbiegałam pod prysznic, makijaż robiłam w samochodzie a jedzenia w domu nie miałam nawet w planie bo i tak niczego nie było w lodówce więc... McDonald's zawsze był po drodze.

Teraz kupiłam sobie w Ryman Stationery specjalny zeszyt z listą rzeczy do zrobienia na każdy dzień i PLANUJĘ, że na śniadanie zjem pastę z jajek i groszku do której muszę dokupić jajka bo groszek mam, na lunch zjem zupę warzywną do której muszę dokupić to i tamto i mając wszystko zaplanowane i czekające na mnie w lodówce mogę przygotować większość posiłków w pół godziny lub noc wcześniej jeżeli wiem, że będzie ciężko z czasem kolejnego dnia.

Bez planowania nie ma odchudzania! :)
Tak naprawdę bez planowania nie ma sukcesu w żadnej dziedzinie życia. To moje największe odkrycie ostatnio.

A więc dziś moja dieta wyglądała następująco:

Po przebudzeniu:
Ciepła woda z miodem i cytryną
Plasterek arbuza
Shake proteinowy
Pół godziny Nordic Walking

Śniadanie:
Owsianka na mleku kokosowym z owocami i prażonymi nasionami dyni i słonecznika

Lunch (przygotowany wcześniej i wzięty do pracy w pojemniku):
Łosoś pieczony w piekarniku w naczyniu żaroodpornym z masłem, pietruszką i sokiem z cytryny, kapusta pekińska (tylko kilka listków), liście pietruszki, bazylii, mięty i kolendry, szczypiorek, papryka, marchewka i pomidorki koktailowe, polane polskim, organicznym olejem lnianym LenaOil (do kupienia na stronie: http://achlifestyle.co.uk) i posypane solą himalajską. 
Obiad:
Ponieważ jechałam na nieplanowaną wizytę do znajomych potrzebujących pilnego tłumaczenia, których mogłam wcisnąć jedynie w mojej godzinnej przerwie obiadowej, zamiast szybkiego McDonald'a pojechałam do Morrison'a i stworzyłam sobie własną sałatkę z ich baru sałatkowego:


oraz kupiłam dwa, jeszcze gorące, pieczone udka - kosztowało mnie to £2,50 za sałatkę i funta za kurczaka - na pewno ktoś się przyczepi, że niekoniecznie jest to rozwiązanie idealne ale - jak dla mnie - najlepsze w danych okolicznościach. 

Kolacja
Kolację jadłam już w domu i zrobiłam sobie tylko mozarellę z pomidorami, porem, kiełkami, oliwą z oliwek i przyprawami.


Tak więc podsumowując i analizując swój własny przypadek, uważam że nie ma czegoś takiego jak brak czasu bo KAŻDY z nas dostaje 24 godziny w ciągu doby i jedni góry przenoszą w tym czasie a inni wstają o 15 i marnują swoje życie więc problem tkwi jedynie w braku organizacji i nieumiejętności planowania.

Polecam Wam zakup takiego lub podobnego zeszytu - widziałam podobne w Tesco's za £2 i duży wybór jest również na Amazonie i eBay'u (wpiszcie 'To do list book' lub 'Things to do today'). Dla bardziej technologicznie zaawansowanych osób istnieje również mnóstwo darmowych aplikacji do planowania zadań na telefon i tablet. 

Pamiętajcie: bez planowania nie ma odchudzania! :)